Śniadanie Julienne zjadła samotnie, pomijając krzątającą się służbę, co wprawiło ją w
zdecydowanie dobry nastrój. Kochała swoich rodziców, ale siostry to zupełnie co
innego. Właściwie kochała je na swój sposób, ale nigdy nie była z nimi blisko.
Niemal namacalnie można było wyczuć różnicę pomiędzy rodzeństwem. Starsze
siostry odziedziczyły urodę po matce – kędzierzawe jasne włosy koloru zboża,
niebieskie oczy, obfite krągłości we właściwych proporcjach, delikatne rysy i
talent do kokietowania wszystkich mężczyzn wokoło. Julienne miała jasne,
zielone oczy, ciemne i kręcone włosy jak ojciec. Delikatne rysy twarzy i
wcięcie w talii odziedziczyła po matce. Julienne wydawała się wyjątkowo delikatna,
przez co wyglądała na młodszą niż faktycznie była. Jej kruchość była dość mylna
biorąc pod uwagę ostry język i zdecydowane poglądy, które uważała za swój
największy atut. Mężczyźni byli więc zauroczeni jej siostrami, co oczywiście
wykorzystywały. Gdy była młodsza i znudził ją bal postanowiła ich poszukać.
Idąc korytarzem pałacu usłyszała jęk Beatrice dobiegający z jednej z wielu
sypialń. Gdy po chwili dotarło do niej co to oznacza, spłonęła rumieńcem i
nigdy więcej nie szukała żadnej z sióstr. Z czasem zrozumiała też, co miały na
myśli, że należy korzystać z życia, zanim dojdzie do aranżowanego małżeństwa,
ale z tym się akurat nie zgadzała. W miarę upływu lat różnice pomiędzy nimi
wzrastały. Julienne spławiała wszystkich, którzy się do niej dobierali, szukała
towarzystwa ludzi inteligentnych i ciekawych niezależnie od wieku, zawsze dając
do zrozumienia, że zależy jej tylko na rozmowie lub przyjaźni. Nie poznała zbyt
wielu interesujących mężczyzn, zwłaszcza, że zaczepiały ją same podlotki lub
pijani hrabiowie zdecydowanie zbyt starzy jak dla niej.
Zaraz
po śniadaniu pobiegła z radością do stajni mając nadzieję, że Salvatore jeszcze
nie będzie. Chciała osiodłać konia i trochę się rozgrzać przed kolejną lekcją.
Chłopak również był niewolnikiem, ale teraz już opłacanym. Został kupiony tego
pamiętnego dnia, gdy Julienne postanowiła wyruszyć z ojcem na targ do portu.
Salvatore wyjątkowo dobrze potrafił się obchodzić z końmi, które nigdy nie
robiły mu krzywdy, nie zrzucały i słuchały każdego polecenia. Chłopak był od
niej starszy o pięć lat i czuła się przy nim, jak przy starszym bracie. Sal był
doskonałym jeźdźcem i Julienne postanowiła poprosić go o kilka lekcji. Nie żeby
nie potrafiła jeździć, ale miała zamiar nauczyć się skakać przez wysokie
przeszkody. Lubiła uczyć się nowych rzeczy, zwłaszcza, gdy wiązał się z tym
dreszczyk emocji. Poza tym uznała, że nigdy nie wiadomo, co jej się w życiu
przyda, zwłaszcza w niepewnych czasach. W związku z tym Sal wiedział, że Julienne sama chce siodłać i wyczesywać konia, czego z chęcią ją nauczył. Gdy
poprosiła go o lekcje dwa razy pytał hrabiego, czy aby na pewno wyraził na to
zgodę. A potem zaczęła jeździć. Najpierw pokazał jej, jaką pozycję powinna
przyjmować, by lepiej trzymać się w siodle, a następnie zaczęła uczyć się
galopu. Dopóki nie opanuje szybkiej jazdy, nie ma mowy o skakaniu.
- Pupa do góry panienko albo
zaraz będziesz gryzła trawę! – krzyknął Salvatore i wyszczerzył zęby w
zadziornym uśmiechu. Dobrze wiedział, na co sobie może pozwolić, poza tym on
też traktował ją trochę jak starszy brat. Przypominała mu jego młodszą siostrę,
która niestety nie przeżyła ciężkich warunków podróży na przepełnionym
niewolnikami statku.
- Przecież muszę jakoś siedzieć! –
odkrzyknęła uśmiechnięta Julienne.
- A chcesz zacząć skakać czy nie?
– podjechał do niej.
- To będę mogła zacząć?! –
krzyknęła zdumiona.
- Najwyższy czas Julienne.
Przygotowałem kilka przeszkód, ale nie licz na cuda. Nie pozwolę Ci na szarżowanie po lesie, dopóki nie będę miał pewności, że wiesz jak się utrzymać
przy lądowaniu.
- Mówiłam już, że cię kocham,
braciszku? – pokazała język i pognała na tor przeszkód.
Sal spojrzał za nią z uśmiechem i
podążył w tym samym kierunku. To będzie wyjątkowo ciekawy miesiąc, o ile prędzej panienka się nie zabije, a ta
perspektywa go przerażała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz