Yaoi

Hot Rock

- Aki!!!!!!!!!!! - z zaplecza dobiegł krzyk wściekłego właściciela sushi baru. - Gdzie się podział ten przeklęty chłopak?!
- Już jestem panie Ragaki, przep.... - niespodziewane uderzenie w twarz przerwało usprawiedliwienia chłopaka.
- Ile razy mam cię wołać gówniarzu?! - wydzierał się dalej Ragaki. - Natychmiast masz posprzątać po Kaito, znów się zżygał. Niech szlag trafi takich pracowników!
- Tak jest panie Ragaki – powiedział Aki jednocześnie łapiąc szmatę i wiadro.


Wycierał rozlaną przez klienta zupę, gdy zawołał go szef. Najwidoczniej jest za wolny, ciągle za wolny. Choć stara się jak może, ciągle obrywa. Muszę się przyłożyć jeszcze bardziej, pomyślał, nie mogę stracić tej pracy. Gdy tylko wszedł do pokoju dla pracowników omal sam nie zwymiotował. Smród jaki unosił się w pomieszczeniu sugerował, że Kaito produkował się już od jakiegoś czasu. Dobry Boże, dlaczego ja muszę sprzątać po tym ćpunie?! Nie miał jednak wyboru, jeśli nie chciał oberwać i wylecieć. Myślicie, że praca dorywcza to super sposób na kieszonkowe? Nic z tego, rzeczywistość jest zupełnie inna. Zwłaszcza, jeśli masz piętnaście lat, wyglądasz na trzynaście, a kłamiesz, że masz siedemnaście. Aki nie miał wyboru, musiał zdobyć pieniądze na utrzymanie rodziny. Ojciec zdążył się już nieco zestarzeć, a dla takich nie było miejsca w nowoczesnym Tokio. Gdzie się człowiek nie obrócił widział młode hostessy, młodych prezenterów z uśmiechem pełnym białych zębów. Kult młodości i budowanie ideałów. Ojciec Akiego całe życie ciężko pracował, co mocno odbiło się na jego zdrowiu. Co prawda podejmował różne prace dorywcze, ale z tego wyżyć się nie da. Matka Akiego więcej czasu spędzała w szpitalu niż w domu, a to wszystko za sprawą nowotworu, który uporczywie wgryzał się w kolejne narządy. Tu go wycięli, tam się pojawił i tak w kółko. Chłopak uczęszczał do całkiem dobrego gimnazjum Ootorich, do którego dostał się dzięki wysokiej średniej i uzdolnieniom humanistycznym i sportowym. Dopóki utrzymywał średnią na wysokim poziomie, pozostawał członkiem koła literackiego i klubu łuczniczego, przymykano oko na jego nieobecności. Nie taki był plan, ale nieraz wracał do domu nad ranem tak padnięty, że nie miał ochoty nawet na jedzenie. Padał do łóżka, zasypiał, budził się około piętnastej, jadł co nieco i biegł do pracy. I tak od dwóch lat.

Pomimo narzekania szefa na mały ruch, Aki cieszył się, że skończył wcześniej. Wiedział, że zdąży jeszcze nadrobić dwudniowe zaległości ze szkoły i przygotować się na zaliczenia. Chłopak szybko zarzucił na plecy swoją przydługą bluzę, w której wyglądał trochę dziewczęco ze względu na drobną sylwetkę i lekko przydługie blond włosy, złapał swoją torbę i wyszedł na ciemne ulice miasta. Pomimo późnawej pory wziąć było tu sporo ludzi, co dawało złudne poczucie bezpieczeństwa. Ale przynajmniej nikt go nie zaczepiał.
  • Dobry wieczór tato! - rzucił w stronę ojca naprawiającego sporych rozmiarów telewizor. - Nowe zlecenie?
  • Aki, już wróciłeś? - spojrzał na syna. - Tak, jedno z kilku, chyba mam trochę szczęścia. W kuchni masz obiad, zjedz coś, bo za niedługo znikniesz, taki jesteś chudy! - pogroził palcem, ale uśmiechnął się czule do syna.
  • Zjem, zjem, muszę mieć siłę do nauki! - odpowiedział wesoło i pobiegł do pokoju. Następnie wziął szybki prysznic w o dziwo letniej, a nie zimnej wodzie i zjadł pospiesznie obiad.

Był niemal pewien, że ojciec zostawił mu większość tego, co przygotował, ale kochał go i udawał, że nie zauważył. To będzie długa noc, pomyślał niosąc do pokoju ogromny kubek pełen gorącej kawy z mlekiem, który postawił na podgrzewaczu, żeby napój nie wystygnął. Na jego szczęście, miał niemal doskonałą pamięć, dzięki czemu sama obecność na zajęciach prawie mu wystarczała za całą naukę. Niemniej w tej szkole uważne słuchanie profesora nie wystarczało, ale zawsze mógł liczyć na pomoc kilku dziewczyn i kolegów. Początkowo miał pod górę, ponieważ był od nich młodszy o prawie dwa lata. Do tego biedny, o drobnej posturze i ładnej buźce w pierwszej chwili bywał mylony z dziewczyną. No cóż. Szybko jednak wszyscy zauważyli, jak pogodnym i dobrym chłopakiem jest Aki. Pomimo tego, że był młodszy, otrzymywał najlepsze oceny i chętnie pomagał wszystkim, którzy go o to prosili, nawet jeśli był zmęczony. Nie wspominał za wiele o swojej rodzinie, ale przez nieuwagę nauczyciela wydało się, że jego matka jest ciężko chora. Na szczęście dla Akiego, znajomi mu współczuli nie wyszydzali. Sam się dziwił, że mimo swoich wad, bo jego zdaniem sam wygląd był już wadą wśród tej bandy przystojniaków, miał święty spokój. Dziewczyny kochały go przytulać i bardziej mu matkowały niż podrywały. I całe szczęście, bo chociaż nikt o tym nie wiedział, Aki jakoś nie czuł pociągu do dziewczyn...

Aki kupił kolorowy bukiecik i raźnym krokiem ruszył korytarzem szpitala. Za pokojem zabiegowym skręcił w lewo i wyszedł na klatkę schodową. Mógł jechać windą, ale potrzebował chwili. Musiał zebrać się w sobie, udawać, że wszystko gra i podnieść matkę na duchu. Przynajmniej tyle mógł zrobić. Gdy lekko dysząc wszedł na oddział powitały go uśmiechy znajomych pielęgniarek. Bywał tu niemal codziennie, by choć trochę odwrócić myśli matki od bólu i smutku.
  • Aki, kochanie – przywitała go słabo matka, gdy wszedł. Uśmiechnęła się przy tym słodko, tak, jak tylko ona potrafiła.
  • Cześć mamo – odpowiedział z uśmiechem, podszedł i pocałował ją w czoło. - Najwyższy czas na wymianę kwiatków. Dziś są takie, mogą być?
  • Och synku, są cudowne jak zawsze – jej oczy żywiły się kolorami przeróżnych kwiatów. Bukiecik nie był duży, ale wyjątkowo piękny. Tylko na taki było go stać i to tylko dla tego, że w kwiaciarni pracowała ich była sąsiadka. - Jak w szkole?
  • Wszystko dobrze, dalej mam odpowiednią średnią, ćwiczę. Moja klasa jakoś mnie toleruje, więc chyba nie ma na co narzekać, hmm? - puścił jej oczko.
  • Cieszę się skarbie, nawet nie wiesz jaka jestem dumna. - odparła ze łzami w oczach. - A jak tata?
  • Dostał właśnie kilka zleceń na naprawę drobnego sprzętu, wiesz, telewizory, radia itd.
  • Całe szczęście. Nauczyłeś się już gotować? - zachichotała.
  • Mamo! Uczyłem się cały czas, teraz się wprawiam, do tego koleżanki mnie poduczyły. Jakby tego było mało, coraz częściej mnie dokarmiają, chyba chcą mnie utuczyć! - oburzył się na żarty Aki.
  • Hahaha, no i wcale im się nie dziwię powinieneś przybrać na wadze, chuchro z Ciebie.
  • Jem ile trzeba, po prostu mam dobrą przemianę materii – odparł z uśmiechem.


Aki żartował, opowiadał i rozmawiał z nią przez godzinę, zanim przyszła pielęgniarka niosąca tackę z lekami. Uśmiechnęła się miło i podała matce małe białe tabletki, po czym podpięła kroplówkę z morfiną. Akiego zawsze to dobijało, więc postanowił się zbierać. Poza tym matka i tak szybko po tym zasypiała. Pocałował ją w czoło i wyszedł. Postanowił porozmawiać z lekarzem, czego szybko pożałował. Okazało się, że co prawda poprzednia operacja się udała i możliwe, że wypuszczą matkę na dwa, może trzy dni, ale badania wykazały zbiór niewielkich guzków w okolicy wątroby. Lekarz przypuszcza, że nawet jeśli kolejna operacja się uda, matce nie został więcej niż rok, a i to w bardzo optymistycznej wersji. Chłopak trzymał się jako tako dopóki nie wyszedł ze szpitala. Nie chciał płakać, nie przy ludziach, ale zły same cisnęły mu się do oczu. Co raz wycierał je rękawami bluzy. Szlag! Szlag! Niech to wszystko szlag! Jego myśli eksplodowały w głowie. Widział, że lekarz nie mówił prawdy, w tym stanie jeśli dożyje sześciu miesięcy to będzie cud. Szlag! Dlaczego musiał ich tak bardzo kochać, co?! Nie mógł być wyrodnym synem, który pije i ćpa mając cały świat w dupie?! Poszedł do parku, usiadł na ławce, podciągnął kolana i schował twarz. Był totalnie zagubiony i panicznie się bał. Bał się, że jej zabraknie, że sobie nie poradzi, że zostaną z ojcem sami. Bał się, że będzie cierpiała, że będzie przerażona, a on musi być przy niej i dla niej silny. I nie miał nikogo, z kim mógłby podzielić się wszechogarniającym go strachem. Okiełznać go, wcisnąć do kąta. Szlag!

Po nadrobieniu zaległości Aki starał się pojawiać na zajęciach regularnie, choć nieraz musiał się urywać z ostatnich godzin. Postanowił codziennie pojawiać się u Ragakiego, który chociaż ciągle jeździł po nim jak po psie, to przynajmniej płacił. Mitsuri miał zabrać zafundować matce prywatną terapię, co kosztowało fortunę, ale miał nadzieję, że jakoś jej pomoże. Wracał do domu po północy, wstawał o przed szóstą, biegł na zajęcia, potem do pracy, a w weekendy spędzał całe dnie w pracy.
Pewnej ciepłej nocy, gdy wracał do domu omal nie stracił przytomności ze zmęczenia. Usiadł na ławce, podciągnął kolana i... zasnął. Obudziło go delikatne potrząsanie.
  • Aki! Aki to ty?- dobiegł go podniesiony głos. Spojrzał nieprzytomnie i szeroko otworzył oczy. Stał nad nim znajomy z podstawówki.
  • Aki! Wszystko w porządku stary?! - dopytywał się Kirito.
  • Kirito... Ja... Tak, byłem koszmarnie zmęczony po pracy, usiadłem i... Ja musiałem chyba zasnąć. - tłumaczył się osłupiały.
  • Pracy? To ty pracujesz? - usiadł koło niego i spojrzał zmartwiony. - Jesteś dwa lata młodszy o ile dobrze pamiętam?
  • Yhm, tak. - odpowiedział. Kirito się zamyślił, po czym spojrzał zdumiony.
  • Słuchaj, nie chcę wciskać nosa w nieswoje sprawy, ale czy to się wiąże jakoś z twoją matką?
  • Pamiętasz jak chorowała? Tak, tak z nią... Wiesz, ma ciągłe przerzuty, ojca zwolnili i … i.. - starał się powstrzymać łzy, ale oczy miał ich już pełne. - Sam rozumiesz, robię,co mogę, żeby pomóc ojcu. Chciałbym też fundnąć matce jakąś ekstra terapię, wiesz... - łzy pociekły mu po policzkach. - Ja.. Przepraszam, marzę się jak baba i wciągam cię w to wszystko. - przetarł rękawami oczy
  • Wszystko w porządku. Zawsze miałeś pod górę kurduplu. Dostałeś się do Jihuon, racja?
  • Yhm... Tak, za rok egzaminy końcowe...
  • No ja nie wierzę, skończyłeś już 15 lat?
  • Oficjalnie podaję, że mam 17, a piętnaście skończę w grudniu – puścił mu oczko.
  • Słuchaj, powinieneś więcej odpoczywać, jesteś jeszcze dzieciakiem!- ofuknął go Kirito. - Dorabiam w hotelu Staar, wiesz, przyjmowanie gości i takie tam...
  • Hotel? Nie chciałeś przypadkiem zostać modelem jakiegoś magazynu?
  • Już jestem buraczku, ale w drogim hotelu można poznać bogatych i sławnych ludzi. Liczę, że któryś mnie zauważy – wyszczerzył równy rząd białych zębów.
  • No tak... Masz rację, w takim razie będę trzymał za ciebie kciuki! - rozpromienił się Aki.
  • Dobry dzieciak jak zawsze. Słuchaj masz niezłą figurę i śliczną buźkę, chyba mógłbym załatwić ci pracę, szef akurat szuka modela i..
  • Nie! To znaczy dzięki, ale nie... To nie dla mnie na serio... - spojrzał przepraszająco.
  • Hahahaha i czego się boisz? Ja tam nie narzekam! W hotelu też potrzebują chłopców na posyłki. Miałbyś nieco więcej luzu i większy szmal? Co ty an to? - zapytał Kirito.
  • Hotel... No nie wiem, wyglądam na dzieciaka, a kłamię, że mam siedemnaście lat...
  • Da się załatwić, nie takich już przepychałem i teraz są mi wdzięczni! Za miesiąc zacznie się sezon imprez i festiwali w Tokio, będziemy potrzebowali rąk do pracy. Musisz się szybko uczyć.
  • Chyba sobie poradzę nie? Z nauką nigdy nie miałem problemów... - uśmiechnął się niewinnie.
  • No tak, który piętnastolatek kończy liceum... Dobra... - wyciągnął portfel, z niego wizytówkę i podał mu. - Wpadnij jutro i powołaj się na mnie. Trzymamy się tego, że masz siedemnaście lat ok?
  • Mhm. Dzięki, Kirito. - Aki nabożnie schował wizytówkę.
  • Kiedyś wyświadczysz mi przysługę i będziemy kwita. - puścił oczko. - A teraz chodź, odstawię cię do domu, bo wyglądasz jak siedem nieszczęść. - pokręcił głową z politowaniem.
  • A ty się czepiasz! - rzucił pod nosem Aki, schował ręce do kieszeni i ruszyli.

Pod domem Kirito spojrzał na budynek, podrzędny blok mieszczący osiem mieszkań.
  • Mieszkałeś chyba gdzie indziej z tego co pamiętam..?
  • Yhm... Tak, ale nie było nas stać na poprzednie mieszkanie, więc teraz mieszkamy tutaj... - Aki puścił buraka.
  • Ej! Nie czerwień się jak panienka, to nie był wyrzut! Po prostu nie kojarzę miejsca! - poczochrał Akiego. - Wyśpij się i pamiętaj, wpadnij do Staara. Na pewno sobie poradzisz!
  • Dzięki.


Aki zaczął wspinać się na czwarte piętro, a Kirito spojrzał za nim z uśmiechem. Kto by pomyślał, że mały tak wyładnieje. Uśmiechnął się szeroko. Chyba będę miał konkurencję... Zaśmiał się i ruszył w stronę dworca. Ta myśl go podniecała, uwielbiał rywalizację.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz