Podczas gdy słońce chyliło się ku zachodowi w domu rodziny Ostacco ostatnie przygotowania do balu dobiegały końca. Służba co rusz wypatrywała pierwszych gości, stajenny w odświętnym stroju stał na baczność gotowy w każdej chwili zatroszczyć się o każdą zajeżdżającą karocę. Znudzone czekaniem na gości Beatrice i Carla postanowiły podokuczać Julienne. Młodsza siostra odstawała nie tylko wiekiem, ale i charakterem. W przeciwieństwie do starszych sióstr, Julienne była spokojną, śliczną młodą dziewczyną, którą zdaniem Beatrice ojciec faworyzował. Gdyby jeszcze Julienne poszła w ich ślady, jak to młodsza siostra podglądała, stara się o względy młodych arystokratów, wszystko byłoby w porządku. Ona jednak krótko ucinała wszelkie dyskusje, a siostrom nie raz zarzucała, oczywiście nie w obecności ojca, łatwowierność i zły gust. Beatrice i Carla nie potrafiły zrozumieć, jak Julienne może odrzucać względy tak zamożnych i przystojnych mężczyzn, którzy jedliby jej z ręki, gdyby tylko ich o to poprosiła. Ona jednak zawsze uważała, że szuka czegoś więcej, a przynajmniej oczekuje inteligencji, co nie było zbyt częste.
- Jullieeee dziś znów zrazisz do siebie potencjalnego
narzeczonego? – zapytała Beatrice.
- Jeśli okaże się nierozgarnięty i pozwoli sobie na zbyt
wiele, to na pewno. – odpowiedziała Julienne.
- Nie masz za grosz rozumu! Masz już piętnaście lat i
powinnaś myśleć o swojej przyszłości. – odparła Carla.
- Myślę o niej cały czas, ale nie zamierzam się nudzić z
jakimś idiotą! – uniosła się Julienne.
- Powinnaś wykorzystać fakt, że ojciec nie zaaranżował Ci
jeszcze małżeństwa! My nie miałyśmy tyle szczęścia, chociaż trzeba mu przyznać,
że trafił idealnie – Beatrice uśmiechnęła się lubieżnie.
- Ojciec zawsze Cię faworyzował, zupełnie nie rozumiem za
co… - dodała Carla.
- Ojciec obiecał, że nie zmusi mnie do ślubu wbrew woli… -
broniła się Julienne.
- Bo to my jesteśmy ważniejszymi kartami przetargowymi, ale
nie myśl, że dotrzyma obietnicy! Ptaszki ćwierkają, że nadchodzą ciężkie czasy,
na północy może rozpętać się wojna, więc ojciec będzie szukał sprzymierzeńców.
Tylko patrzeć, jak i ty trafisz w czyjeś ręce. Może zostaniesz żoną tego
tłustego pułkownika? Ojciec od dawna myśli o tym, jak pozyskać jego względy! –
Beatrice i Carla zaniosły się śmiechem.
- Nie zrobi tego! Ojciec zawsze dotrzymuje danego słowa! –
krzyknęła Julienne.
- Dziewczynki…. – do pokoju wszedł wysoki mężczyzna w
średnim wieku. Jego bujne, kręcone ciemne włosy opadały mu na ramiona. – Tyle
razy prosiłem was, żebyście sobie nie dokuczały. Na Boga, rodzina to
najważniejsze, co macie. W biedzie nie można liczyć na nikogo poza sobą! Jeśli
dojdzie do wojny będziecie zdane na siebie. – skarcił je spojrzeniem.
- Ojcze my tylko się droczymy z naszą słodką i naiwną Julienne, która czeka na księcia z bajki. – odpowiedziała Carla.
- Nie księcia, a kogoś z mózgiem większym niż orzech! –
oburzyła się najmłodsza córka.
Ojciec zaniósł się śmiechem.
- I masz rację! Jeśli znajdziesz takiego, stanę na głowie,
żeby został Twoim mężem, chociaż sądzę, że to on prędzej poprosi o Twoją rękę.
– pogłaskał ją. – A co do waszej rozmowy, kocham wam wszystkie tak samo i mam
nadzieję, że nie będę musiał tego więcej powtarzać!
- Dobrze już dobrze, tatusiu. Idziemy do ogrodu, póki goście
nie przyszli. – odpowiedziała Carla i starsze siostry chichocząc wybiegły z
pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz