- Zajmę się pana koniem najlepiej jak to możliwe Hrabio Riario
– stajenny skłonił się uprzejmie i chwycił lejce karego wierzchowca.
- Lepiej dla ciebie, żebyś potrafił dotrzymać danego słowa
chłopcze – hrabia ku zdziwieniu młodego Blanco puścił mu oczko i skocznym
krokiem zaczął wspinać się po kamiennych schodach prowadzących do wielkich
dębowych, misternie rzeźbionych drzwi pałacu, przy których czekał sam gospodarz
by powitać gości.
-Hrabio miło Cię wreszcie widzieć. Jak przebiegła podróż? –
zapytał Biagio.
Riario spojrzał przenikliwie i odpowiedział uśmiechając się
lekko:
- Całkiem dobrze, dziękuję hrabio, czy raczej generale
Ostacco .
- Widzę, że jak zawsze dobrze poinformowany. Wejdź proszę,
bal już się zaczął – odparł z uśmiechem Biagio.
Riario rozejrzał się dookoła. W pałacu widać było kobiecą
rękę i dobry gust gospodarzy. Wnętrze wyróżniało się harmonią kolorów i
dodatków. Królowały modne ostatnio fiolety, wrzosy i wszelkie odcienie bieli. W
sporych rozmiarów wazonach pamiętających czasy dziadów Biagio umieszczone
zostały ogromne bukiety wszelkiego rodzaju kwiatów. Obrazy przedstawiające
podobizny przodków nie narzucały się rozmiarem czy ilością, a gobeliny przedstawiały
piękne okolice Elyrei. W żyrandolach zbudowanych z licznych kryształów tańczyły
promienie światła rzucając migocące cienie na ściany i podłogę. Wszystkiego dopełniały malownicze
witraże umieszczone w większości górnych okien. Czego jak czego, ale tym
ludziom nie można było zarzucić braku gustu, choć Riario preferował skromne i
praktyczne wnętrza.
***
Sala balowa wypełniona była muzyką, kolorowym światłem z
barwionych kryształów oraz mieszaniną zapachów perfum przybyłych gości. Julienne uwielbiała tę feerię barw tańczących bezwstydnie po wszystkim i
każdym. Był jeden z nielicznych powodów, dla których nie protestowała przed
uczestnictwem w każdym balu. Właśnie starała się spławić Federico Spazza, syna
hrabiego Spazzy, gdy do sali wszedł ojciec z Hrabią Riario. Biorąc pod uwagę
poruszenie i ukradkowo rzucane spojrzenia w tamtą stronę, obecność tego gościa
wzbudziła spore zainteresowanie. Nieliczni szeptali dopytując po co tu Riario,
inni woleli usunąć się przed bystrym spojrzeniem gościa. Sam hrabia zdawał się
nie zwracać uwagi na reakcję arystokracji, wręcz wydawał się rozbawiony
sytuacją. Nagle Julienne poczuła obejmującą ją rękę Federico.
- Choćby na spacer panienko, ktoś tu chyba chce zepsuć
zabawę Twojej matce – dodał.
- Hrabia zjawił się na zaproszenie ojca, poza tym cóż
takiego robi twoim zdaniem, że psuje atmosferę, hmm? – zapytała, figlarnie
owijając ciemnego loka wokół palca.
- Wystarczy sama jego obecność. Mówią, że zamordował już
tylu ludzi, że sam nie jest w stanie tego zliczyć. Riario jest bezdusznym
mordercą, lepiej ostrzeż ojca, by nie próbował nawiązywać z nim bliższych
kontaktów.
- Mówią, że młodzi arystokraci robią wszystko, by splamić
honor młodych dam i chwalą się przed sobą wynikami. – odepchnęła go brutalnie.
- Julienne to nie prawda, jak możesz tak po mnie myśleć? –
obruszył się Federico.
- A ty? Masz dowody na te zbrodnie czy tylko o nich
słyszałeś? Powiesz mi kim były ofiary? Z tego, co się orientuję hrabia potrafi
skrupulatnie usuwać wrogów króla i szpiegów. – odpowiedziała zaczepnie.
- Zabójstwo to zabójstwo…
- Zaliczanie to zaliczanie. Znajdź sobie kogoś na swoim poziomie
i daj mi w końcu spokój! – odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia. Święty
czas na mały spacer, dość już miała tych ptasich móżdżków.
Federico przez chwilę czerwony ze złości, po czym odwrócił
się i poszedł poszukać towarzystwa wśród młodych córek Costazziego.
- Julienne pozwól na chwilę – ojciec pomachał ręką w
zapraszającym geście. Podniosła wzrok i spojrzała swoimi jasnoszarymi oczami na
niego. Poczuła, że traci rezon, ale z delikatnym uśmiechem na drobnych ustach
podeszła do ojca i zgrabnie skłoniła się hrabiemu.
- To moja najmłodsza córka Julienne, hrabio, a to…. –
przedstawił ojciec.
- Girolamo Riario – hrabia skłonił się nie spuszczając z niej
oczu i pocałował ją w rękę. Dziewczyna spłonęła rumieńcem i ledwo opanowała
dreszcz przebiegający jej po plecach.
- Bardzo miło mi pana poznać hrabio. Cieszę się, że nas pan
odwiedził – odpowiedziała ciągle się uśmiechając. Julienne naprawdę cieszyła
się z jego obecności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz