Tak sobie pomyślałam, że warto byłoby stworzyć sobie bazę z różnymi pojęciami. Czasem podczas pisania mam w głowie czarną dziurę i nie wiem jak coś ująć, jak opisać, od czego zacząć. Dodałam nową stronę. Będę ją aktualizowała za każdym razem, gdy przyjdzie mi do głowy coś ciekawego.
wtorek, 14 kwietnia 2015
sobota, 4 kwietnia 2015
Słodka zemsta, słodka pokusa
Julienne
początkowo nie zamierzała uczestniczyć w balu, na znak protestu,
buntu czy jakkolwiek by to nazwać, potem jednak doszła do wniosku,
że bardziej odgryzie się siostrom, jeśli przyciągnie do siebie
uwagę jak największej ilości gości. Specjalnie na tą okazję
zamówiła zdobioną złotym haftem suknię w odcieniach czerwonego
wina oraz czerwieni. Koronkowe rękawy kończyły się pętelką z
pierścieniami wysadzanymi rubinami. Plecy natomiast zostawały
odkryte, przez co jej długie włosy smyrały ją po nich delikatnie.
W przeciwieństwie do Beatrice i Carli, Julienne zamówiła delikatną
maskę zdobioną piórami i brokatem w tym samym kolorze, co
pozwalało na zaczepienie jej na stałe we włosach nie niszcząc
fryzury. Całości dopełniały usta pomalowane pomadką w odcieniu
ciemnego karmazynu.
Na
salę weszła z delikatnie uniesioną brodą, niezbyt dumnie,
sprawiając wrażenie delikatnej i speszonej. Goście niemal od razu
ją zauważali przerywając rozmowy, delikatnie wskazując ją głową
i szeptając wśród muzyki. Tym, których na tym przyłapała
przyjaźnie skinęła głową w powitaniu. I co zdziwieni?,
pomyślała. Carla gestykulowała
i mówiła coś pospiesznie do Beatrice, co Julienne uznała za
oznakę zwycięstwa. Mała, nieporadna siostrzyczka tak?
Podszedł do niej służący częstując szampanem, wzięła więc
lampkę wypełnioną słomkowym płynem. Pociągnęła łyk
delektując się słodkim smakiem trunku. Niech je szlag!
Wzięły jeden z najlepszych szampanów ojca! Postanowiła
porozmawiać z nimi potem i podeszła do znajomych arystokratek
ucinając tym samym ich plotki, jak się domyślała po reakcji, na
jej temat. Rozmawiała z nimi słodko jak nigdy, co uczyniło je
szybko wylewnymi. No cóż, lepiej być na bieżąco,
pomyślała. Gdy tylko odłożyła
pustą lampkę młody hrabia Delicante poprosił ją do tańca,
następnie książę Zicco,a potem Federico. Ten ostatni nie
poprzestał na tańcu i pozwolił sobie objąć ją w talii i
dyskutować.
- Strasznie tu duszno, może porozmawialibyśmy spacerując w ogrodzie? - zaproponował w końcu smyrając ją delikatnie.
- No nie wiem Federico, tam jest ciemno i pusto... - zemsta będzie słodka, raz na zawsze da mu nauczkę za wszystkie próby dobierania się do niej, zwłaszcza, że nigdy nie wyrażała zgody.
- Nie musisz się obawiać moja pani, przy mnie nic ci nie grozi. - uśmiechnął się książę. Tobie wręcz przeciwnie, książę.
- Dobrze, chodźmy zatem. - odparła.
Federico
nie mógł uwierzyć swojemu szczęściu. Po tylu próbach szanowna
Julienne wreszcie zgodziła się na bycie sam na sam i.... No bo po
to przecież wychodziło się na spacer, prawda? Ile to razy muskał
ją po tym boskim ciele czy próbował pocałować w ramię. Zawsze
jednak odtrącała jego względy unosząc się dumą, ale tym razem
będzie jego. Julienne za to starannie wybrała nieco oddalone i
zacienione miejsce świadoma zaciekawionych spojrzeń, gdy wychodzili
razem. Zaniepokoił ją jeden mężczyzna w czarnej jak noc masce,
który mignął jej na ułamek sekundy, ale nie zdążyła się
przyjrzeć. Znała go czy tylko przypominał jej kogoś znajomego...?
Gdy
po kilku minutach spaceru pełnego wynurzeń na temat jej ciała, jak
gdyby książę mógł cokolwiek wiedzieć, dotarli do altany.
Federico przyparł ją do drewnianej ścianki i zaczął namiętnie
całować. Przez chwilę oddawała pocałunki, jednak zaraz jakby
przypomniała sobie o przyzwoitości, zarumieniła się i delikatnie
go od siebie podsunęła.
- Federi.... - próbowała się odezwać, ale ten znów zaczął ją całować, jego prawa ręka przesmyrała ją po brzuchu i zjechała w dół, podczas gdy lewa zaczęła podciągać jej suknię do góry. Ponownie go odsunęła i tym razem nie pozwoliła mu przerwać.
- Książę ja nigdy nie... To dla mnie krępujące... - powiedziała zażenowana.
- Nie martw się, sprawię, że będziesz najszczęśliwszą kobietą na ziemi, pani. - odparł pewny siebie i pocałował ją w szyję. Przeszedł ją dreszcz. I to raczej dreszcz obrzydzenia.
- Może... Pobawimy się trochę? Będę mniej skrępowana, jeśli to ty pierwszy pozbawisz się ubrań...Uśmiechnął się. A więc to zgoda na coś więcej niż śmiał dziś liczyć. Niech będzie.
- Hmm... Dlaczego nie, Julienne. Nie sądziłem, że masz takie upodobania. - zaśmiał się i zaczął zrzucać ciuchy. W końcu stał przed nią nagutki. Julienne spojrzała z góry na dół, niby speszona, ale zainteresowana. Podeszła, pocałowała go namiętnie i zaczęła delikatnie smyrać po brzuchu.
- A teraz zamknij oczy, nie chcę rozbierać się na twoich oczach. - serce tłukło się jej jak oszalałe, policzki paliły niczym ogień, ale postanowiła, że dociągnie tą farsę do końca.
- Julienne, coraz bardziej mnie zaskakujesz. - pocałował ją. - Niech będzie, ale pospiesz się, bo inaczej zacznę ci pomagać. Jestem niesamowicie napalony.Napalony?! Dobra Gwiazdo, on oszalał. Na prawdę liczył, że mu się uda? Gdy tylko zamknął oczy, a dopilnowała, żeby zrobił to dokładnie, podniosła jego ubrania i pospiesznie i bezdźwięcznie oddaliła się w stronę pałacu. Serce niemal wyskakiwało jej gardłem, ponieważ najgorsze, w jej mniemaniu było dopiero przed nią. Gdy dobiegała do celu usłyszała krzyk księcia, który starał się ją dogonić. Weszła na salę wzburzona, od razu przyciągając uwagę większości obecnych. Po chwili wbiegł nagi Federico, przez co zapanowała śmiertelna cisza, nawet muzyka ucichła ze zgrzytem.
- Julienne, co ty... - zaczął krzyczeć, ale dopiero teraz zorientował się w jakim jest położeniu. Wyrwał młodziutkiej hrabiance wachlarz i zasłonił się z przodu.
- Co robię?! Który to już raz dobierasz się do mnie pomimo moich protestów?! Ile razy mam ci powtarzać, że nie życzę sobie, żeby twoje zboczone łapska mnie dotykały?! Może to cię czegoś nauczy! Nie waż się więcej do mnie zbliżać! - krzyknęła na niego i rozrzuciła część jego ubrać, a kolejna partia wyfrunęła przez otwarte akurat przez Metri okno.
Książę
patrzył nie dowierzając, po czym wybiegł czerwony niczym rak.
Część osób zaczęła się śmiać i klaskać, inni kiwali głową
ze zdumieniem lub dezaprobatą. Jej siostry stały z oczami
wybałuszonymi w niedowierzaniu niezdecydowane jak zareagować,
jednak Carla poleciła muzykantom grać dalej. Sala huczała od
plotek, ale jej to już nie obchodziło. Dopięła swego i była z
tego dumna, choć policzki piekły ją niemiłosiernie. Ruszyła do
wyjścia, gdy po chwili usłyszała znajomy miły głos.
- Julienne! - odwróciła się gwałtownie i dostrzegła ojca zdejmującego szarą maskę.
- Tata! - krzyknęła i podbiegła rzucając mu się na szyję. Teraz czuła się bezpieczna.
- Niezły pokaz panienko, jestem pod wielkim wrażeniem. - subtelny i rozbawiony głos dobiegł gdzieś z boku. Powoli stanęła normalnie i odwróciła się w lewo wstrzymując oddech. Ów mężczyzna w czarnej masce idealnie dobranej do dopasowanego stroju skłonił się jej głęboko i pocałował w rękę ku jej zdumieniu i przerażeniu.
- Hraabia.. Riario... - skłoniła się nisko. Czy można być bardziej czerwonym niż ona w tym momencie. - Ja... Przepraszam... Nie zauważyłam hrabiego i... - jąkała się jak małe dziecko.
- Nie dziwię się panienko, musiałem wyjść na sekundę i właśnie wróciłem do twojego ojca. - uśmiech nie znikał z jego twarzy, oczy błyszczały.
- Ja przepraszam, za to, czego byłeś świadkiem hrabio... - zaczęła.
- Nie masz za co przepraszać. Cenię sobie kobiety, które mają mocny charakter i potrafią zadbać o swoją cnotę. - odparł spokojnie. Dawno już nie bawił się tak dobrze, jak dzisiaj. Najmłodsza córka Biagio była totalnym przeciwieństwem Carli i Beatrice, co było dla niego zaskoczeniem. Niemniej podobał mu się pazur tkwiący w jej charakterze. Niewiele kobiet wykazuje się dziś odwagą i dbałością o święte wartości... - Zatańczymy? Nie powinna już panienka myśleć o tym frustracie, naprawdę, szkoda twojego zdrowia.Do Julienne dopiero po chwili dotarła propozycja hrabiego, która niemal zwaliła ją z nóg, które zmiękły już wcześniej i teraz ledwo ją niosły. Gardło jej się ścisnęło, więc była wstanie tylko skłonić się delikatnie i skinąć głową w aprobacie. Riario wyczuwając jej emocje przycisnął ja do siebie, odpowiednio mocno, by być oparciem i dostatecznie delikatnie, by nie peszyć jej jeszcze bardziej. Lewą rękę położył na jej nagich plecach, a w prawej trzymał jej drobną dłoń. Po chwili wirowali wśród innych par, które naturalnie usuwały im się z drogi, ponieważ razem tworzyli niepowtarzalną parę. Gracja Riario i gibkość Julienne tworzyły z nich zjawisko. Wszyscy przyglądali im się w zdumieniu, podziwiając ich taniec. Niektórzy po czasie zdali sobie sprawę, że ów mężczyzna to sam hrabia Riario. Ten bal zrodził tyle plotek, że zostanie zapamiętany na lata!
Subskrybuj:
Posty (Atom)