niedziela, 22 marca 2015

Czas

Julienne wzięła gorącą kąpiel i zeszła na kolację. Po całym dniu intensywnych ćwiczeń, najpierw tańca, potem jazdy konnej z Salvatore, umierała z głodu. Wchodząc do jadalni spostrzegła, że mają gości. Chwała Ci o Najjaśniejsza Gwiazdo, że zdążyłam się wykąpać, pomyślała dziewczyna. Właśnie miała się przywitać z narzeczonymi sióstr, gdy Beatrice podniosła głowę i ją zauważyła.

- Julienne, moja mała kochana siostrzyczka – powiedziała słodko i uśmiechnęła się uroczo. Chcieć znaczy móc, pomyślała Julienne.
- Dobry wieczór hrabio Lacrase, hrabio Destacci – skłoniła się gościom. - Dobrze was widzieć. - spojrzała na siostry. Mogła być szczera, ale nie zamierzała zniżać się do ich poziomu.
Spełniła wymogi etykiety i zajęła miejsce przy stole. Cholera. W takie dni potrafiła zjeść tyle, że dawała Carli możliwość szydzenia, ale teraz wstyd było pochłonąć wszystko na co miała ochotę. Że też muszę być kobietą, pomyślała. Sięgnęła więc po nóżkę perliczki i sałatkę jarzynową. Jadła spokojnie popijając rozcieńczone wino, gdy odezwał się ojciec:
- Będę musiał wyjechać na kilka miesięcy dziewczynki. Wierzę, że nie będziecie sprawiać matce problemów? - spojrzał na córki znacząco.
- Tatusiu, my i problemy? - zaszczebiotała Carla.
- Wiesz przecież, że masz najlepsze córki na świecie. Poradzimy sobie bez ciebie jakiś czas, ale wracaj szybko! - powiedziała ze śmiechem Beatrice.
- Twój wyjazd wiąże się z sytuacją na północy, prawda? - zapytała Julienne.
- Owszem, mam coś załatwić dla króla. Mam nadzieję, że to nic wielkiego i szybko wrócę.
- Jedziesz sam? - dopytywała najmłodsza córka.
- Nie, będzie mi towarzyszył hrabia Riario. - odpowiedział Biagio. Zebrani spojrzeli na siebie skonfundowani.
- Jesteś pewny, że ona ma ci towarzyszyć? Może król kazał mu cię zabić! Nie powinieneś ufać temu mordercy... - powiedziała z przejęciem Carla.
- Nikt mu nie ufa ojcze! Czy nie stracisz na tym? - starała się zgrywać elokwentną Beatrice.
Julienne brew zaczęła drgać niepokojąco, co za ignorantki. Ojciec zauważył nadciągający wybuch i rzekł:
- Hrabia i ja planujemy sojusz. Poza tym nie mógłbym marzyć o bardziej doświadczonym i wprawnym towarzyszu niż Girolamo Riario.
Julienne dodała:
- Hrabia potrafi sprawnie posługiwać się astrolabium, co jest nie lada wyczynem. W większości nie potrzebuje map, ponieważ wyjątkowo dobrze zna geografię Elyrei, zwłaszcza północnych rubieży.
 - Wiedząc, że będziesz w towarzystwie jego i jego ludzi czuję się spokojna.
- Dziękuję Julienne. Masz rację, więc i wy nie oceniajcie go pochopnie. Hrabia to naprawdę porządny człowiek.
- Phy? On?! Porządny? Ojcze rozumiem, że posiada silne oddziały i szerokie wpływy, co można wykorzystać. Ale porządny? Co to, to nie. - zaperzyła się Beatrice.
- Rozumiem Twój niepokój, ale powiem to jeszcze raz – zaufaj mi. Wszystko będzie dobrze. - uspokajał ojciec.
- Nie mam wyboru. Ufam ci ojcze, ale ty pod żadnym pozorem nie ufaj jemu!
Julienne stłamsiła słowa, które cisnęły jej się na usta i ucieszyła się, gdy wkrótce wszyscy zaczęli opuszczać salę. Podeszła do ojca i wtuliła się w jego ramię.
- Nie martw się kochanie, ani się obejrzysz, a już będę z powrotem w domu. - pocałował córkę w głowę.
- Wiem, wiem. Sprawy na północy zaszły aż tak daleko? - spytała Julienne.
- Obawiam się, że tak. Jedziemy rozeznać się w sytuacji i zmobilizować arystokrację do walki.
- Hrabia ci pomaga czy... - nie dokończyła.
- Król wysłał nas obu. Ono niebo lepiej zna tamte tereny, a ja mam doświadczenie potrzebne do przekonania tych ludzi. Myślałem, że mu ufasz. - zerknął jej w oczy.
- Ufam tato. Prawie go nie znam, ale rozumiem to, czym się zajmuje. Bardzo go szanuję, chociaż wydaje mi się trochę straszny – zaśmiała się, a ojciec odpowiedział tym samym.
- Coś w tym jest, ale on po prostu nie ulega innym. To sprytny i silny mężczyzna, do tego godny zaufania.
- Wiem, mam nadzieję, że wypełnianie poleceń króla ociepli wasze stosunki i umożliwi sojusz, o którym wspominałeś.
- O to się nie martw. Ale dość o polityce, do łóżka! - pogonił ją udając strasznego i ze śmiechem rozeszli się do swoich komnat.
Julienne nie potrafiła tak od razu zasnąć. Od ostatniego przyjęcia, na którym osobiście poznała hrabiego Riario i miała okazję zamienić z nim kilka słów, nie potrafiła przestać o nim myśleć. Miała wrażenie, że wreszcie znalazła kogoś zupełnie innego od tej całej bandy idiotów. Nie potrafiła wyrzucić z pamięci jego ukłonu pełnego gracji, delikatnego pocałunku w rękę i tych ciemnych, wpatrzonych w nią oczu. Dreszcz przeszedł jej po plecach. Hrabia zawsze patrzył rozmówcy w oczy i niemal nie mrugał. Niech to szlag!. Czy ona właśnie zadurzyła się w mężczyźnie, który jednocześnie ją przerażał i wzbudzał jej głęboki szacunek? Do tego był starszy o niemal dziesięć lat! Nie, nie, nie. Wydaje jej się. Wmówiła to sobie z braku innych możliwości. Gdy znów go spotka przekona się, że jest jej totalnie obojętny i odrzuca ją od niego jak od każdego spotkanego dotąd mężczyzny. Zresztą nawet jeśli nie – z góry była skazana na porażkę.
***
Przez kolejne trzy miesiące Julienne szczególnie mocno przykładała się do wszystkich obowiązków. Ćwiczyła nie tylko taniec i jazdę konną, ale też strzelanie z łuku, grę na fortepianie, uczyła się o świecie, polityce i geografii, ćwiczyła dwa języki obce. Nie pozostawiała sobie zbyt wiele wolnego czasu. Salvatore był zadowolony, ponieważ dziewczyna nauczyła się pewnie trzymać w siodle bez względu na sytuację. Pozwalał jej coraz częściej skakać, co robiła z piskiem radości.

Im bliżej było do powrotu Biagio, tym bardziej wyczekiwała go Julienne. Siostry nie wykazywały większej tęsknoty i oddawały się własnym przyjemnościom. Nawet zamierzały zorganizować nazajutrz bal maskowy, pomimo wątpliwości matki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz