Julienne wzięła gorącą kąpiel i
zeszła na kolację. Po całym dniu intensywnych ćwiczeń, najpierw
tańca, potem jazdy konnej z Salvatore, umierała z głodu. Wchodząc
do jadalni spostrzegła, że mają gości. Chwała Ci o Najjaśniejsza
Gwiazdo, że zdążyłam się wykąpać, pomyślała dziewczyna.
Właśnie miała się przywitać z narzeczonymi sióstr, gdy Beatrice
podniosła głowę i ją zauważyła.
- Julienne, moja mała kochana
siostrzyczka – powiedziała słodko i uśmiechnęła się uroczo.
Chcieć znaczy móc, pomyślała Julienne.
- Dobry wieczór hrabio Lacrase,
hrabio Destacci – skłoniła się gościom. - Dobrze was widzieć.
- spojrzała na siostry. Mogła być szczera, ale nie zamierzała
zniżać się do ich poziomu.
Spełniła wymogi etykiety i zajęła
miejsce przy stole. Cholera. W takie dni potrafiła zjeść tyle, że
dawała Carli możliwość szydzenia, ale teraz wstyd było pochłonąć
wszystko na co miała ochotę. Że też muszę być kobietą,
pomyślała. Sięgnęła więc po nóżkę perliczki i sałatkę
jarzynową. Jadła spokojnie popijając rozcieńczone wino, gdy
odezwał się ojciec:
- Będę musiał wyjechać na kilka
miesięcy dziewczynki. Wierzę, że nie będziecie sprawiać matce
problemów? - spojrzał na córki znacząco.- Tatusiu, my i problemy? - zaszczebiotała Carla.
- Wiesz przecież, że masz najlepsze córki na świecie. Poradzimy sobie bez ciebie jakiś czas, ale wracaj szybko! - powiedziała ze śmiechem Beatrice.
- Twój wyjazd wiąże się z sytuacją na północy, prawda? - zapytała Julienne.
- Owszem, mam coś załatwić dla króla. Mam nadzieję, że to nic wielkiego i szybko wrócę.
- Jedziesz sam? - dopytywała najmłodsza córka.
- Nie, będzie mi towarzyszył hrabia Riario. - odpowiedział Biagio. Zebrani spojrzeli na siebie skonfundowani.
- Jesteś pewny, że ona ma ci towarzyszyć? Może król kazał mu cię zabić! Nie powinieneś ufać temu mordercy... - powiedziała z przejęciem Carla.
- Nikt mu nie ufa ojcze! Czy nie stracisz na tym? - starała się zgrywać elokwentną Beatrice.
Julienne brew zaczęła drgać
niepokojąco, co za ignorantki. Ojciec zauważył nadciągający
wybuch i rzekł:
- Hrabia i ja planujemy sojusz. Poza
tym nie mógłbym marzyć o bardziej doświadczonym i wprawnym
towarzyszu niż Girolamo Riario.
Julienne dodała:
- Hrabia potrafi sprawnie posługiwać
się astrolabium, co jest nie lada wyczynem. W większości nie
potrzebuje map, ponieważ wyjątkowo dobrze zna geografię Elyrei,
zwłaszcza północnych rubieży.
- Wiedząc, że będziesz w
towarzystwie jego i jego ludzi czuję się spokojna.
- Dziękuję Julienne. Masz rację, więc i wy nie oceniajcie go pochopnie. Hrabia to naprawdę porządny człowiek.
- Phy? On?! Porządny? Ojcze rozumiem, że posiada silne oddziały i szerokie wpływy, co można wykorzystać. Ale porządny? Co to, to nie. - zaperzyła się Beatrice.
- Rozumiem Twój niepokój, ale powiem to jeszcze raz – zaufaj mi. Wszystko będzie dobrze. - uspokajał ojciec.
- Nie mam wyboru. Ufam ci ojcze, ale ty pod żadnym pozorem nie ufaj jemu!
- Wiem, wiem. Sprawy na północy zaszły aż tak daleko? - spytała Julienne.
- Obawiam się, że tak. Jedziemy rozeznać się w sytuacji i zmobilizować arystokrację do walki.
- Hrabia ci pomaga czy... - nie dokończyła.
- Król wysłał nas obu. Ono niebo lepiej zna tamte tereny, a ja mam doświadczenie potrzebne do przekonania tych ludzi. Myślałem, że mu ufasz. - zerknął jej w oczy.
- Ufam tato. Prawie go nie znam, ale rozumiem to, czym się zajmuje. Bardzo go szanuję, chociaż wydaje mi się trochę straszny – zaśmiała się, a ojciec odpowiedział tym samym.
- Coś w tym jest, ale on po prostu nie ulega innym. To sprytny i silny mężczyzna, do tego godny zaufania.
- Wiem, mam nadzieję, że wypełnianie poleceń króla ociepli wasze stosunki i umożliwi sojusz, o którym wspominałeś.
- O to się nie martw. Ale dość o polityce, do łóżka! - pogonił ją udając strasznego i ze śmiechem rozeszli się do swoich komnat.
- Dziękuję Julienne. Masz rację, więc i wy nie oceniajcie go pochopnie. Hrabia to naprawdę porządny człowiek.
- Phy? On?! Porządny? Ojcze rozumiem, że posiada silne oddziały i szerokie wpływy, co można wykorzystać. Ale porządny? Co to, to nie. - zaperzyła się Beatrice.
- Rozumiem Twój niepokój, ale powiem to jeszcze raz – zaufaj mi. Wszystko będzie dobrze. - uspokajał ojciec.
- Nie mam wyboru. Ufam ci ojcze, ale ty pod żadnym pozorem nie ufaj jemu!
Julienne stłamsiła słowa, które
cisnęły jej się na usta i ucieszyła się, gdy wkrótce wszyscy
zaczęli opuszczać salę. Podeszła do ojca i wtuliła się w jego
ramię.
- Nie martw się kochanie, ani się
obejrzysz, a już będę z powrotem w domu. - pocałował córkę w
głowę.- Wiem, wiem. Sprawy na północy zaszły aż tak daleko? - spytała Julienne.
- Obawiam się, że tak. Jedziemy rozeznać się w sytuacji i zmobilizować arystokrację do walki.
- Hrabia ci pomaga czy... - nie dokończyła.
- Król wysłał nas obu. Ono niebo lepiej zna tamte tereny, a ja mam doświadczenie potrzebne do przekonania tych ludzi. Myślałem, że mu ufasz. - zerknął jej w oczy.
- Ufam tato. Prawie go nie znam, ale rozumiem to, czym się zajmuje. Bardzo go szanuję, chociaż wydaje mi się trochę straszny – zaśmiała się, a ojciec odpowiedział tym samym.
- Coś w tym jest, ale on po prostu nie ulega innym. To sprytny i silny mężczyzna, do tego godny zaufania.
- Wiem, mam nadzieję, że wypełnianie poleceń króla ociepli wasze stosunki i umożliwi sojusz, o którym wspominałeś.
- O to się nie martw. Ale dość o polityce, do łóżka! - pogonił ją udając strasznego i ze śmiechem rozeszli się do swoich komnat.
Julienne nie potrafiła tak od razu
zasnąć. Od ostatniego przyjęcia, na którym osobiście poznała
hrabiego Riario i miała okazję zamienić z nim kilka słów, nie
potrafiła przestać o nim myśleć. Miała wrażenie, że wreszcie
znalazła kogoś zupełnie innego od tej całej bandy idiotów. Nie
potrafiła wyrzucić z pamięci jego ukłonu pełnego gracji,
delikatnego pocałunku w rękę i tych ciemnych, wpatrzonych w nią
oczu. Dreszcz przeszedł jej po plecach. Hrabia zawsze patrzył
rozmówcy w oczy i niemal nie mrugał. Niech to szlag!. Czy ona
właśnie zadurzyła się w mężczyźnie, który jednocześnie ją
przerażał i wzbudzał jej głęboki szacunek? Do tego był starszy
o niemal dziesięć lat! Nie, nie, nie. Wydaje jej się. Wmówiła to
sobie z braku innych możliwości. Gdy znów go spotka przekona się,
że jest jej totalnie obojętny i odrzuca ją od niego jak od każdego
spotkanego dotąd mężczyzny. Zresztą nawet jeśli nie – z góry
była skazana na porażkę.
***
Przez kolejne trzy miesiące Julienne
szczególnie mocno przykładała się do wszystkich obowiązków.
Ćwiczyła nie tylko taniec i jazdę konną, ale też strzelanie z
łuku, grę na fortepianie, uczyła się o świecie, polityce i
geografii, ćwiczyła dwa języki obce. Nie pozostawiała sobie zbyt
wiele wolnego czasu. Salvatore był zadowolony, ponieważ dziewczyna
nauczyła się pewnie trzymać w siodle bez względu na sytuację.
Pozwalał jej coraz częściej skakać, co robiła z piskiem radości.
Im bliżej było do powrotu Biagio, tym
bardziej wyczekiwała go Julienne. Siostry nie wykazywały większej
tęsknoty i oddawały się własnym przyjemnościom. Nawet zamierzały
zorganizować nazajutrz bal maskowy, pomimo wątpliwości matki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz