poniedziałek, 28 września 2015

Ruiny Sina





                    Villtur wciągnął ostentacyjnie powietrze sprawiając wrażenie tropiącego wilka.
- I co? - zapytał niecierpliwie Seren. - Wyczuwasz coś?
- Coś? Czuję świeżą zieleń drzew mora rosnących w pobliskich górach, zimno nadchodzących z północy mrozów, mech...
- Villtur! Nie o to mi chodzi! - Seren zmrużył gniewnie oczy, przez co wydawał się bardziej dziecinny niż zwykle. - Co z nimi? Są tu jeszcze?
- Bogowie? Nie, zniknęli na dobre. Pewnie wynieśli się zaraz po tym, jak świątynia popadła w ruinę. - kopnął kamień na oko pochodzący ze sklepienia, w którym ziała wielka dziura. - Najeźdźcy? Wynieśli się z okolicy tak dawno, że trudno mi określić, z której strony świata ich tu przygnało. Pewnie zabawili tu kilka dni, żarli, rżnęli co popadnie i napawając się zwycięstwem odeszli.
- Niech ich otchłań Cermena pochłonie! - Seren rozejrzał się po tym, co pozostało z okazałej świątyni Sina, boga burzy. Pochodnie leżały na spękanej posadce, a snopy księżycowego światła wlewały się przez liczne dziury stropu. Krystaliczne odłamki kolorowych niegdyś witraży odbijały światło nieba tworząc mroczne miraże na sypiących się ścianach. Wszędzie panował nieład, wiatr nawiał mnóstwo zeschłych liści, zwierzęta, które niegdyś bały się zbliżać do miejsca kultów, teraz często odwiedzały ruinę. Świadczyły o tym liczne odchody i truchła. Seren ze łzami w szafirowych oczach stał niczym posąg. Rozpacz malowała się na jego chłopięcej twarzy.

wtorek, 14 kwietnia 2015

News

Tak sobie pomyślałam, że warto byłoby stworzyć sobie bazę z różnymi pojęciami. Czasem podczas pisania mam w głowie czarną dziurę i nie wiem jak coś ująć, jak opisać, od czego zacząć. Dodałam nową stronę. Będę ją aktualizowała za każdym razem, gdy przyjdzie mi do głowy coś ciekawego.

sobota, 4 kwietnia 2015

Słodka zemsta, słodka pokusa

Julienne początkowo nie zamierzała uczestniczyć w balu, na znak protestu, buntu czy jakkolwiek by to nazwać, potem jednak doszła do wniosku, że bardziej odgryzie się siostrom, jeśli przyciągnie do siebie uwagę jak największej ilości gości. Specjalnie na tą okazję zamówiła zdobioną złotym haftem suknię w odcieniach czerwonego wina oraz czerwieni. Koronkowe rękawy kończyły się pętelką z pierścieniami wysadzanymi rubinami. Plecy natomiast zostawały odkryte, przez co jej długie włosy smyrały ją po nich delikatnie. W przeciwieństwie do Beatrice i Carli, Julienne zamówiła delikatną maskę zdobioną piórami i brokatem w tym samym kolorze, co pozwalało na zaczepienie jej na stałe we włosach nie niszcząc fryzury. Całości dopełniały usta pomalowane pomadką w odcieniu ciemnego karmazynu.
Na salę weszła z delikatnie uniesioną brodą, niezbyt dumnie, sprawiając wrażenie delikatnej i speszonej. Goście niemal od razu ją zauważali przerywając rozmowy, delikatnie wskazując ją głową i szeptając wśród muzyki. Tym, których na tym przyłapała przyjaźnie skinęła głową w powitaniu. I co zdziwieni?, pomyślała. Carla gestykulowała i mówiła coś pospiesznie do Beatrice, co Julienne uznała za oznakę zwycięstwa. Mała, nieporadna siostrzyczka tak? Podszedł do niej służący częstując szampanem, wzięła więc lampkę wypełnioną słomkowym płynem. Pociągnęła łyk delektując się słodkim smakiem trunku. Niech je szlag! Wzięły jeden z najlepszych szampanów ojca! Postanowiła porozmawiać z nimi potem i podeszła do znajomych arystokratek ucinając tym samym ich plotki, jak się domyślała po reakcji, na jej temat. Rozmawiała z nimi słodko jak nigdy, co uczyniło je szybko wylewnymi. No cóż, lepiej być na bieżąco, pomyślała. Gdy tylko odłożyła pustą lampkę młody hrabia Delicante poprosił ją do tańca, następnie książę Zicco,a potem Federico. Ten ostatni nie poprzestał na tańcu i pozwolił sobie objąć ją w talii i dyskutować.
  • Strasznie tu duszno, może porozmawialibyśmy spacerując w ogrodzie? - zaproponował w końcu smyrając ją delikatnie.
  • No nie wiem Federico, tam jest ciemno i pusto... - zemsta będzie słodka, raz na zawsze da mu nauczkę za wszystkie próby dobierania się do niej, zwłaszcza, że nigdy nie wyrażała zgody.
  • Nie musisz się obawiać moja pani, przy mnie nic ci nie grozi. - uśmiechnął się książę. Tobie wręcz przeciwnie, książę.
  • Dobrze, chodźmy zatem. - odparła.
Federico nie mógł uwierzyć swojemu szczęściu. Po tylu próbach szanowna Julienne wreszcie zgodziła się na bycie sam na sam i.... No bo po to przecież wychodziło się na spacer, prawda? Ile to razy muskał ją po tym boskim ciele czy próbował pocałować w ramię. Zawsze jednak odtrącała jego względy unosząc się dumą, ale tym razem będzie jego. Julienne za to starannie wybrała nieco oddalone i zacienione miejsce świadoma zaciekawionych spojrzeń, gdy wychodzili razem. Zaniepokoił ją jeden mężczyzna w czarnej jak noc masce, który mignął jej na ułamek sekundy, ale nie zdążyła się przyjrzeć. Znała go czy tylko przypominał jej kogoś znajomego...?
Gdy po kilku minutach spaceru pełnego wynurzeń na temat jej ciała, jak gdyby książę mógł cokolwiek wiedzieć, dotarli do altany. Federico przyparł ją do drewnianej ścianki i zaczął namiętnie całować. Przez chwilę oddawała pocałunki, jednak zaraz jakby przypomniała sobie o przyzwoitości, zarumieniła się i delikatnie go od siebie podsunęła.
  • Federi.... - próbowała się odezwać, ale ten znów zaczął ją całować, jego prawa ręka przesmyrała ją po brzuchu i zjechała w dół, podczas gdy lewa zaczęła podciągać jej suknię do góry. Ponownie go odsunęła i tym razem nie pozwoliła mu przerwać.
  • Książę ja nigdy nie... To dla mnie krępujące... - powiedziała zażenowana.
  • Nie martw się, sprawię, że będziesz najszczęśliwszą kobietą na ziemi, pani. - odparł pewny siebie i pocałował ją w szyję. Przeszedł ją dreszcz. I to raczej dreszcz obrzydzenia.
  • Może... Pobawimy się trochę? Będę mniej skrępowana, jeśli to ty pierwszy pozbawisz się ubrań...
    Uśmiechnął się. A więc to zgoda na coś więcej niż śmiał dziś liczyć. Niech będzie.
  • Hmm... Dlaczego nie, Julienne. Nie sądziłem, że masz takie upodobania. - zaśmiał się i zaczął zrzucać ciuchy. W końcu stał przed nią nagutki. Julienne spojrzała z góry na dół, niby speszona, ale zainteresowana. Podeszła, pocałowała go namiętnie i zaczęła delikatnie smyrać po brzuchu.
  • A teraz zamknij oczy, nie chcę rozbierać się na twoich oczach. - serce tłukło się jej jak oszalałe, policzki paliły niczym ogień, ale postanowiła, że dociągnie tą farsę do końca.
  • Julienne, coraz bardziej mnie zaskakujesz. - pocałował ją. - Niech będzie, ale pospiesz się, bo inaczej zacznę ci pomagać. Jestem niesamowicie napalony.
    Napalony?! Dobra Gwiazdo, on oszalał. Na prawdę liczył, że mu się uda? Gdy tylko zamknął oczy, a dopilnowała, żeby zrobił to dokładnie, podniosła jego ubrania i pospiesznie i bezdźwięcznie oddaliła się w stronę pałacu. Serce niemal wyskakiwało jej gardłem, ponieważ najgorsze, w jej mniemaniu było dopiero przed nią. Gdy dobiegała do celu usłyszała krzyk księcia, który starał się ją dogonić. Weszła na salę wzburzona, od razu przyciągając uwagę większości obecnych. Po chwili wbiegł nagi Federico, przez co zapanowała śmiertelna cisza, nawet muzyka ucichła ze zgrzytem.
  • Julienne, co ty... - zaczął krzyczeć, ale dopiero teraz zorientował się w jakim jest położeniu. Wyrwał młodziutkiej hrabiance wachlarz i zasłonił się z przodu.
  • Co robię?! Który to już raz dobierasz się do mnie pomimo moich protestów?! Ile razy mam ci powtarzać, że nie życzę sobie, żeby twoje zboczone łapska mnie dotykały?! Może to cię czegoś nauczy! Nie waż się więcej do mnie zbliżać! - krzyknęła na niego i rozrzuciła część jego ubrać, a kolejna partia wyfrunęła przez otwarte akurat przez Metri okno.
Książę patrzył nie dowierzając, po czym wybiegł czerwony niczym rak. Część osób zaczęła się śmiać i klaskać, inni kiwali głową ze zdumieniem lub dezaprobatą. Jej siostry stały z oczami wybałuszonymi w niedowierzaniu niezdecydowane jak zareagować, jednak Carla poleciła muzykantom grać dalej. Sala huczała od plotek, ale jej to już nie obchodziło. Dopięła swego i była z tego dumna, choć policzki piekły ją niemiłosiernie. Ruszyła do wyjścia, gdy po chwili usłyszała znajomy miły głos.

  • Julienne! - odwróciła się gwałtownie i dostrzegła ojca zdejmującego szarą maskę.
  • Tata! - krzyknęła i podbiegła rzucając mu się na szyję. Teraz czuła się bezpieczna.
  • Niezły pokaz panienko, jestem pod wielkim wrażeniem. - subtelny i rozbawiony głos dobiegł gdzieś z boku. Powoli stanęła normalnie i odwróciła się w lewo wstrzymując oddech. Ów mężczyzna w czarnej masce idealnie dobranej do dopasowanego stroju skłonił się jej głęboko i pocałował w rękę ku jej zdumieniu i przerażeniu.
  • Hraabia.. Riario... - skłoniła się nisko. Czy można być bardziej czerwonym niż ona w tym momencie. - Ja... Przepraszam... Nie zauważyłam hrabiego i... - jąkała się jak małe dziecko.
  • Nie dziwię się panienko, musiałem wyjść na sekundę i właśnie wróciłem do twojego ojca. - uśmiech nie znikał z jego twarzy, oczy błyszczały.
  • Ja przepraszam, za to, czego byłeś świadkiem hrabio... - zaczęła.
  • Nie masz za co przepraszać. Cenię sobie kobiety, które mają mocny charakter i potrafią zadbać o swoją cnotę. - odparł spokojnie. Dawno już nie bawił się tak dobrze, jak dzisiaj. Najmłodsza córka Biagio była totalnym przeciwieństwem Carli i Beatrice, co było dla niego zaskoczeniem. Niemniej podobał mu się pazur tkwiący w jej charakterze. Niewiele kobiet wykazuje się dziś odwagą i dbałością o święte wartości... - Zatańczymy? Nie powinna już panienka myśleć o tym frustracie, naprawdę, szkoda twojego zdrowia.
    Do Julienne dopiero po chwili dotarła propozycja hrabiego, która niemal zwaliła ją z nóg, które zmiękły już wcześniej i teraz ledwo ją niosły. Gardło jej się ścisnęło, więc była wstanie tylko skłonić się delikatnie i skinąć głową w aprobacie. Riario wyczuwając jej emocje przycisnął ja do siebie, odpowiednio mocno, by być oparciem i dostatecznie delikatnie, by nie peszyć jej jeszcze bardziej. Lewą rękę położył na jej nagich plecach, a w prawej trzymał jej drobną dłoń. Po chwili wirowali wśród innych par, które naturalnie usuwały im się z drogi, ponieważ razem tworzyli niepowtarzalną parę. Gracja Riario i gibkość Julienne tworzyły z nich zjawisko. Wszyscy przyglądali im się w zdumieniu, podziwiając ich taniec. Niektórzy po czasie zdali sobie sprawę, że ów mężczyzna to sam hrabia Riario. Ten bal zrodził tyle plotek, że zostanie zapamiętany na lata!

wtorek, 31 marca 2015

Kirito

Po nadrobieniu zaległości Aki starał się pojawiać na zajęciach regularnie, choć nieraz musiał się urywać z ostatnich godzin. Postanowił codziennie pojawiać się u Ragakiego, który chociaż ciągle jeździł po nim jak po psie, to przynajmniej płacił. Mitsuri miał zabrać zafundować matce prywatną terapię, co kosztowało fortunę, ale miał nadzieję, że jakoś jej pomoże. Wracał do domu po północy, wstawał o przed szóstą, biegł na zajęcia, potem do pracy, a w weekendy spędzał całe dnie w pracy.
Pewnej ciepłej nocy, gdy wracał do domu omal nie stracił przytomności ze zmęczenia. Usiadł na ławce, podciągnął kolana i... zasnął. Obudziło go delikatne potrząsanie.
  • Aki! Aki to ty?- dobiegł go podniesiony głos. Spojrzał nieprzytomnie i szeroko otworzył oczy. Stał nad nim znajomy z podstawówki.
  • Aki! Wszystko w porządku stary?! - dopytywał się Kirito.
  • Kirito... Ja... Tak, byłem koszmarnie zmęczony po pracy, usiadłem i... Ja musiałem chyba zasnąć. - tłumaczył się osłupiały.
  • Pracy? To ty pracujesz? - usiadł koło niego i spojrzał zmartwiony. - Jesteś dwa lata młodszy o ile dobrze pamiętam?
  • Yhm, tak. - odpowiedział. Kirito się zamyślił, po czym spojrzał zdumiony.
  • Słuchaj, nie chcę wciskać nosa w nieswoje sprawy, ale czy to się wiąże jakoś z twoją matką?
  • Pamiętasz jak chorowała? Tak, tak z nią... Wiesz, ma ciągłe przerzuty, ojca zwolnili i … i.. - starał się powstrzymać łzy, ale oczy miał ich już pełne. - Sam rozumiesz, robię,co mogę, żeby pomóc ojcu. Chciałbym też fundnąć matce jakąś ekstra terapię, wiesz... - łzy pociekły mu po policzkach. - Ja.. Przepraszam, marzę się jak baba i wciągam cię w to wszystko. - przetarł rękawami oczy
  • Wszystko w porządku. Zawsze miałeś pod górę kurduplu. Dostałeś się do Jihuon, racja?
  • Yhm... Tak, za rok egzaminy końcowe...
  • No ja nie wierzę, skończyłeś już 15 lat?
  • Oficjalnie podaję, że mam 17, a piętnaście skończę w grudniu – puścił mu oczko.
  • Słuchaj, powinieneś więcej odpoczywać, jesteś jeszcze dzieciakiem!- ofuknął go Kirito. - Dorabiam w hotelu Staar, wiesz, przyjmowanie gości i takie tam...
  • Hotel? Nie chciałeś przypadkiem zostać modelem jakiegoś magazynu?
  • Już jestem buraczku, ale w drogim hotelu można poznać bogatych i sławnych ludzi. Liczę, że któryś mnie zauważy – wyszczerzył równy rząd białych zębów.
  • No tak... Masz rację, w takim razie będę trzymał za ciebie kciuki! - rozpromienił się Aki.
  • Dobry dzieciak jak zawsze. Słuchaj masz niezłą figurę i śliczną buźkę, chyba mógłbym załatwić ci pracę, szef akurat szuka modela i..
  • Nie! To znaczy dzięki, ale nie... To nie dla mnie na serio... - spojrzał przepraszająco.
  • Hahahaha i czego się boisz? Ja tam nie narzekam! W hotelu też potrzebują chłopców na posyłki. Miałbyś nieco więcej luzu i większy szmal? Co ty an to? - zapytał Kirito.
  • Hotel... No nie wiem, wyglądam na dzieciaka, a kłamię, że mam siedemnaście lat...
  • Da się załatwić, nie takich już przepychałem i teraz są mi wdzięczni! Za miesiąc zacznie się sezon imprez i festiwali w Tokio, będziemy potrzebowali rąk do pracy. Musisz się szybko uczyć.
  • Chyba sobie poradzę nie? Z nauką nigdy nie miałem problemów... - uśmiechnął się niewinnie.
  • No tak, który piętnastolatek kończy liceum... Dobra... - wyciągnął portfel, z niego wizytówkę i podał mu. - Wpadnij jutro i powołaj się na mnie. Trzymamy się tego, że masz siedemnaście lat ok?
  • Mhm. Dzięki, Kirito. - Aki nabożnie schował wizytówkę.
  • Kiedyś wyświadczysz mi przysługę i będziemy kwita. - puścił oczko. - A teraz chodź, odstawię cię do domu, bo wyglądasz jak siedem nieszczęść. - pokręcił głową z politowaniem.
  • A ty się czepiasz! - rzucił pod nosem Aki, schował ręce do kieszeni i ruszyli.

Pod domem Kirito spojrzał na budynek, podrzędny blok mieszczący osiem mieszkań.
  • Mieszkałeś chyba gdzie indziej z tego co pamiętam..?
  • Yhm... Tak, ale nie było nas stać na poprzednie mieszkanie, więc teraz mieszkamy tutaj... - Aki puścił buraka.
  • Ej! Nie czerwień się jak panienka, to nie był wyrzut! Po prostu nie kojarzę miejsca! - poczochrał Akiego. - Wyśpij się i pamiętaj, wpadnij do Staara. Na pewno sobie poradzisz!
  • Dzięki.


Aki zaczął wspinać się na czwarte piętro, a Kirito spojrzał za nim z uśmiechem. Kto by pomyślał, że mały tak wyładnieje. Uśmiechnął się szeroko. Chyba będę miał konkurencję... Zaśmiał się i ruszył w stronę dworca. Ta myśl go podniecała, uwielbiał rywalizację.

poniedziałek, 30 marca 2015

Szpital

Aki kupił kolorowy bukiecik i raźnym krokiem ruszył korytarzem szpitala. Za pokojem zabiegowym skręcił w lewo i wyszedł na klatkę schodową. Mógł jechać windą, ale potrzebował chwili. Musiał zebrać się w sobie, udawać, że wszystko gra i podnieść matkę na duchu. Przynajmniej tyle mógł zrobić. Gdy lekko dysząc wszedł na oddział powitały go uśmiechy znajomych pielęgniarek. Bywał tu niemal codziennie, by choć trochę odwrócić myśli matki od bólu i smutku.
  • Aki, kochanie – przywitała go słabo matka, gdy wszedł. Uśmiechnęła się przy tym słodko, tak, jak tylko ona potrafiła.
  • Cześć mamo – odpowiedział z uśmiechem, podszedł i pocałował ją w czoło. - Najwyższy czas na wymianę kwiatków. Dziś są takie, mogą być?
  • Och synku, są cudowne jak zawsze – jej oczy żywiły się kolorami przeróżnych kwiatów. Bukiecik nie był duży, ale wyjątkowo piękny. Tylko na taki było go stać i to tylko dla tego, że w kwiaciarni pracowała ich była sąsiadka. - Jak w szkole?
  • Wszystko dobrze, dalej mam odpowiednią średnią, ćwiczę. Moja klasa jakoś mnie toleruje, więc chyba nie ma na co narzekać, hmm? - puścił jej oczko.
  • Cieszę się skarbie, nawet nie wiesz jaka jestem dumna. - odparła ze łzami w oczach. - A jak tata?
  • Dostał właśnie kilka zleceń na naprawę drobnego sprzętu, wiesz, telewizory, radia itd.
  • Całe szczęście. Nauczyłeś się już gotować? - zachichotała.
  • Mamo! Uczyłem się cały czas, teraz się wprawiam, do tego koleżanki mnie poduczyły. Jakby tego było mało, coraz częściej mnie dokarmiają, chyba chcą mnie utuczyć! - oburzył się na żarty Aki.
  • Hahaha, no i wcale im się nie dziwię powinieneś przybrać na wadze, chuchro z Ciebie.
  • Jem ile trzeba, po prostu mam dobrą przemianę materii – odparł z uśmiechem.


Aki żartował, opowiadał i rozmawiał z nią przez godzinę, zanim przyszła pielęgniarka niosąca tackę z lekami. Uśmiechnęła się miło i podała matce małe białe tabletki, po czym podpięła kroplówkę z morfiną. Akiego zawsze to dobijało, więc postanowił się zbierać. Poza tym matka i tak szybko po tym zasypiała. Pocałował ją w czoło i wyszedł. Postanowił porozmawiać z lekarzem, czego szybko pożałował. Okazało się, że co prawda poprzednia operacja się udała i możliwe, że wypuszczą matkę na dwa, może trzy dni, ale badania wykazały zbiór niewielkich guzków w okolicy wątroby. Lekarz przypuszcza, że nawet jeśli kolejna operacja się uda, matce nie został więcej niż rok, a i to w bardzo optymistycznej wersji. Chłopak trzymał się jako tako dopóki nie wyszedł ze szpitala. Nie chciał płakać, nie przy ludziach, ale zły same cisnęły mu się do oczu. Co raz wycierał je rękawami bluzy. Szlag! Szlag! Niech to wszystko szlag! Jego myśli eksplodowały w głowie. Widział, że lekarz nie mówił prawdy, w tym stanie jeśli dożyje sześciu miesięcy to będzie cud. Szlag! Dlaczego musiał ich tak bardzo kochać, co?! Nie mógł być wyrodnym synem, który pije i ćpa mając cały świat w dupie?! Poszedł do parku, usiadł na ławce, podciągnął kolana i schował twarz. Był totalnie zagubiony i panicznie się bał. Bał się, że jej zabraknie, że sobie nie poradzi, że zostaną z ojcem sami. Bał się, że będzie cierpiała, że będzie przerażona, a on musi być przy niej i dla niej silny. I nie miał nikogo, z kim mógłby podzielić się wszechogarniającym go strachem. Okiełznać go, wcisnąć do kąta. Szlag!

niedziela, 29 marca 2015

Poznajmy Akiego

Pisałam już o tym, że będzie kilka historii. Każda strona będzie zawierała całość opowiadań, a na stronie głównej będę zamieszczała najnowsze fragmenty. Oto Aki,

Początek
  • Aki!!!!!!!!!!! - z zaplecza dobiegł krzyk wściekłego właściciela sushi baru. - Gdzie się podział ten przeklęty chłopak?!
  • Już jestem panie Ragaki, przep.... - niespodziewane uderzenie w twarz przerwało usprawiedliwienia chłopaka.
  • Ile razy mam cię wołać gówniarzu?! - wydzierał się dalej Ragaki. - Natychmiast masz posprzątać po Kaito, znów się zżygał. Niech szlag trafi takich pracowników!
  • Tak jest panie Ragaki – powiedział Aki jednocześnie łapiąc szmatę i wiadro.
Wycierał rozlaną przez klienta zupę, gdy zawołał go szef. Najwidoczniej jest za wolny, ciągle za wolny. Choć stara się jak może, ciągle obrywa. Muszę się przyłożyć jeszcze bardziej, pomyślał, nie mogę stracić tej pracy. Gdy tylko wszedł do pokoju dla pracowników omal sam nie zwymiotował. Smród jaki unosił się w pomieszczeniu sugerował, że Kaito produkował się już od jakiegoś czasu. Dobry Boże, dlaczego ja muszę sprzątać po tym ćpunie?! Nie miał jednak wyboru, jeśli nie chciał oberwać i wylecieć. Myślicie, że praca dorywcza to super sposób na kieszonkowe? Nic z tego, rzeczywistość jest zupełnie inna. Zwłaszcza, jeśli masz piętnaście lat, wyglądasz na trzynaście, a kłamiesz, że masz siedemnaście. Aki nie miał wyboru, musiał zdobyć pieniądze na utrzymanie rodziny. Ojciec zdążył się już nieco zestarzeć, a dla takich nie było miejsca w nowoczesnym Tokio. Gdzie się człowiek nie obrócił widział młode hostessy, młodych prezenterów z uśmiechem pełnym białych zębów. Kult młodości i budowanie ideałów. Ojciec Akiego całe życie ciężko pracował, co mocno odbiło się na jego zdrowiu. Co prawda podejmował różne prace dorywcze, ale z tego wyżyć się nie da. Matka Akiego więcej czasu spędzała w szpitalu niż w domu, a to wszystko za sprawą nowotworu, który uporczywie wgryzał się w kolejne narządy. Tu go wycięli, tam się pojawił i tak w kółko. Chłopak uczęszczał do całkiem dobrego gimnazjum Ootorich, do którego dostał się dzięki wysokiej średniej i uzdolnieniom humanistycznym i sportowym. Dopóki utrzymywał średnią na wysokim poziomie, pozostawał członkiem koła literackiego i klubu łuczniczego, przymykano oko na jego nieobecności. Nie taki był plan, ale nieraz wracał do domu nad ranem tak padnięty, że nie miał ochoty nawet na jedzenie. Padał do łóżka, zasypiał, budził się około piętnastej, jadł co nieco i biegł do pracy. I tak od dwóch lat.

Pomimo narzekania szefa na mały ruch, Aki cieszył się, że skończył wcześniej. Wiedział, że zdąży jeszcze nadrobić dwudniowe zaległości ze szkoły i przygotować się na zaliczenia. Chłopak szybko zarzucił na plecy swoją przydługą bluzę, w której wyglądał trochę dziewczęco ze względu na drobną sylwetkę i lekko przydługie blond włosy, złapał swoją torbę i wyszedł na ciemne ulice miasta. Pomimo późnawej pory wziąć było tu sporo ludzi, co dawało złudne poczucie bezpieczeństwa. Ale przynajmniej nikt go nie zaczepiał.
  • Dobry wieczór tato! - rzucił w stronę ojca naprawiającego sporych rozmiarów telewizor. - Nowe zlecenie?
  • Aki, już wróciłeś? - spojrzał na syna. - Tak, jedno z kilku, chyba mam trochę szczęścia. W kuchni masz obiad, zjedz coś, bo za niedługo znikniesz, taki jesteś chudy! - pogroził palcem, ale uśmiechnął się czule do syna.
  • Zjem, zjem, muszę mieć siłę do nauki! - odpowiedział wesoło i pobiegł do pokoju. Następnie wziął szybki prysznic w o dziwo letniej, a nie zimnej wodzie i zjadł pospiesznie obiad.

Był niemal pewien, że ojciec zostawił mu większość tego, co przygotował, ale kochał go i udawał, że nie zauważył. To będzie długa noc, pomyślał niosąc do pokoju ogromny kubek pełen gorącej kawy z mlekiem, który postawił na podgrzewaczu, żeby napój nie wystygnął. Na jego szczęście, miał niemal doskonałą pamięć, dzięki czemu sama obecność na zajęciach prawie mu wystarczała za całą naukę. Niemniej w tej szkole uważne słuchanie profesora nie wystarczało, ale zawsze mógł liczyć na pomoc kilku dziewczyn i kolegów. Początkowo miał pod górę, ponieważ był od nich młodszy o prawie dwa lata. Do tego biedny, o drobnej posturze i ładnej buźce w pierwszej chwili bywał mylony z dziewczyną. No cóż. Szybko jednak wszyscy zauważyli, jak pogodnym i dobrym chłopakiem jest Aki. Pomimo tego, że był młodszy, otrzymywał najlepsze oceny i chętnie pomagał wszystkim, którzy go o to prosili, nawet jeśli był zmęczony. Nie wspominał za wiele o swojej rodzinie, ale przez nieuwagę nauczyciela wydało się, że jego matka jest ciężko chora. Na szczęście dla Akiego, znajomi mu współczuli nie wyszydzali. Sam się dziwił, że mimo swoich wad, bo jego zdaniem sam wygląd był już wadą wśród tej bandy przystojniaków, miał święty spokój. Dziewczyny kochały go przytulać i bardziej mu matkowały niż podrywały. I całe szczęście, bo chociaż nikt o tym nie wiedział, Aki jakoś nie czuł pociągu do dziewczyn...

Newsy

Dobry.
Jako że lubię pisać, eksperymentować ze słowem i konwencją, będę pisała kilka opowieści na raz, czasem tak bywa. Julienne to będzie romans, czyli coś, czego w życiu nie pisałam. Co do yaoi... Nie miałam takich planów, ale dziś przyśniło mi się, że byłam uke gwiazdy rocka i to dało mi pomysł na historię... Spróbuję.
No to tyle na ten up, siiiiiiyaaaa :)